Porozumienia Bez Przemocy – czy warto się go nauczyć?

Porozumienia Bez Przemocy – czy warto się go nauczyć?

 


Marshall Rosenberg, twórca Porozumienia Bez Przemocy stosował swoją metodę w strefach najzacieklejszych konfliktów wojennych na całym świecie. Przy stole negocjacyjnym zasiadali przedstawiciele walczących stron, nierzadko wiedząc, że po przeciwnej stronie siedzi ktoś, kto zamordował kogoś im bliskiego. Porozumienie w tak trudnej emocjonalnie sytuacji wydaje się wręcz niemożliwe i jest takie dopóki widzimy wroga, a nie człowieka, dopóki słyszymy tylko oceny i zarzuty i nie słyszymy potrzeb i próśb –
czy na odwrót? Próśb i potrzeb, które sie kryją? które się za nimi kryją.

Marshall często poruszał temat odpowiedzialności mówiąc, że “Każdy z nas odpowiada za swoje myśli, słowa i czyny. Stajemy się niebezpieczni, kiedy nie zdajemy sobie sprawy z tej odpowiedzialności.”
Zbrodniarze wojenni sądzeni po drugiej wojnie światowej na pytanie, czy trudne było wysyłanie setek niewinnych ludzi na śmierć odpowiadali, że nie, bo mieli Amtsprache, czyli język urzędowy, który powodował, że ofiary stawały się cyframi, a oni sami stawali się częścią systemu, potulnie wykonując odgórne rozkazy i zupełnie pomijając własną odpowiedzialność.

My na co dzień nie musimy się mierzyć z tak dramatycznymi decyzjami, ale zdarza nam się wprowadzać klienta w błąd, “bo szef kazał”, albo powoływać się na siły wyższe mówiąc na przykład: “pewne rzeczy człowiek po prostu robić musi”. Tak właśnie przerzucając własną odpowiedzialność na innych, stajemy się niebezpieczni.

No dobrze, a kiedy już nauczymy się NVC, będziemy umieli sformułować piękne, zrozumiałe komunikaty, wolne od ocen i osądów, oparte na empatii, mówiące o naszych potrzebach i jasno komunikujące nasza prośbę, to jak my się dogadamy z innymi? Przecież oni będą nas diagnozować i etykietować, rzucać w nas swoimi żądaniami, więc jeśli się nie dogadamy, to już nie nasza sprawa (wina?). I tu znowu wracamy do odpowiedzialności. Pamiętajmy, że mamy wpływ tylko na własne zachowanie i to od nas zależy, czy pośród ocen i krytyki usłyszymy niewypowiedziane, a często nawet nieuświadomione potrzeby. Od nas również zależy, czy zechcemy w żądaniach odnaleźć prośby i je spełnić.

Brzmi dość prosto, prawda? NVC rzeczywiście jest proste, ale nie jest łatwe, szczególnie na początku wymaga skupienia i wysiłku, ale z czasem, kiedy nabierzemy wprawy, będziemy komunikować się płynnie, prosto i w taki sposób, który zmieni nasze życie na lepsze.
Z całą pewnością można się tego nauczyć, trzeba tylko ćwiczyć, z uważnością na innych i na siebie, z otwartym sercem i głową.

  • Marshall Rosenberg nazywał swój język językiem żyrafy, bo żyrafy są ssakami lądowymi o największym sercu. Dla kontrastu język pełen oskarżeń i żądań nazwał językiem szakala. Mówił, że szakale próbują być perfekcyjne, a żyrafy próbują stopniowo być mniej głupie, wiedzą, że życie wymaga ciągłej nauki. Co wybierasz dla siebie? Pozostaniesz szakalem, czy nauczysz się języka żyrafy?
Brak komentarzy

Napisz komentarz